.

.
.

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 1

- Żartujesz sobie ze mnie , prawda ? . - zapytałam z niedowierzaniem w to , co usłyszałam od mamy . Ona myśli , że ja się tak po prostu spakuję i wyjadę do Kanady ? . Grubo się pomyliła . Nie zostawię przyjaciół , rodziny i znajomych .
- Nie , nie żartuję . - powiedziała nie mając odwagi żeby spojrzeć mi w oczy .
- A co z tatą ? . Pojawia się jakikolwiek problem , a Ty chcesz tak po prostu wyjechać , zapomnieć ? . - nic nie odpowiedziała - I pomyśleć że do tej pory byłaś dla mnie wzorem do naśladowania . - powiedziałam szeptem , a po policzku spłynęła mi łza . Nagle do salonu wpadła Julka .
- Pola ? . Ty płaczesz ? . - trochę się zdziwiłam . Bo niby Julka się mną przejęła ? . Wątpię .
- Czy to ważne ? . Ważne jest to , że nasza "wspaniała" mama chce tak po prostu zapomnieć o tacie i wyjechać .
- Wrabiasz mnie . - powiedziała oburzona .
- Nie wierzysz ? . Zapytaj mamusi . - powiedziałam z naciskiem na ostatnie słowo .
- To prawda ? . Taty nie ma z nami od miesiąca , a Ty co odwalasz ? . - myślałam że się przesłyszałam , ale moja siostrzyczka serio to powiedziała . WOW ! .
- To nie jest tak , że chcę od tego najzwyczajniej na świecie uciec . Ja nie potrafię przyzwyczaić się ze świadomością że go tu nie ma . Za dużo rzeczy ... osób ... i miejsc mi to utrudnia . Wszystko jest już załatwione - szkoła , dom i moja praca . Wylatujemy za dwa tygodnie . - powiedziała nie ukazując emocji .
- Zajebiście ! . Wiesz co o tym myślą ? . To Twoja wina ! . Gdyby nie kolejna kłótnia wywołana przez Ciebie , to tata byłby tu teraz z nami . On dalej by żył ! . - odwróciłam się na pięcie i wyszłam z domu trzaskając za sobą drzwiami . W tym momencie miałam w dupie to , czy ją to zraniło . Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Tośki .
- Hej . Za 5 minut na mecie .
- Ok . Już się zbieram .
Przerwałam połączenie . Tośka pewnie wiedziała że coś mnie męczy . Zanim się zorientowałam byłam na miejscu , a tam czekała na mnie przyjaciółka .
- Hej . Co jest ? . - zapytała oczekując szybkiej odpowiedzi .
- Hej . - przez chwilę pomyślałam od czego zacząć - Bo ... Za dwa tygodnie wylatuję do Kanady .
- Takie szybsze wakacje ? . To super ! . Na ile lecicie ? .
- No właśnie nie super . To nie żadne wakacje . Lecimy tam na bardzo długo .
- Ale jak to ? . Żeby tam ... zamieszkać ? .
- Tak ... - nie zdążyłam dokończyć .
- Pogięło Cię ? . Zostawisz mnie tu samą z tymi pojebami ? .
- Dobrze wiesz że nigdy w życiu sama z siebie bym stąd nie wyjechała . To próba ucieczki mojej mamy przed śmiercią taty . W nerwach powiedziałam że to jej wina i wyszłam z domu .
- Pola . Przegięłaś . I to ostro . Bardzo Cię przepraszam , ale moja mama wraca dzisiaj z delegacji . No i wiesz ... dramat . I przemyśl swoje zachowanie . Bo właśnie złamałaś zasadę . Każdemu , ale nie rodzinie . Ja muszę spadać . Pa .
- Pa .
Tośka poszła , a ja nie chciałam wracać jeszcze do domu . Postanowiłam pójść nad jezioro i przemyśleć tą chorą sytuację . Na miejscu usiadłam pod drzewem i wpatrzona w martwy punkt rozmyślałam .
- O proszę kogo my tu mamy . - usłyszałam znajomy głos . Odwróciłam się i zobaczyłam Filipa .
- Co ? . O co Ci chodzi ? .
- Yyyy ... Tak się mówi .
- Yhym . Cześć . - rzuciłam , podniosłam się i szłam w stronę domu . Nagle na swoim ramieniu poczułam czyjąś rękę . To był Filip .
- Coś się dzieje ? . - zapytał chłopak .
- Serio ? . Ty się tym przejmujesz ? . Chyba sam w to nie wierzysz . Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać .
Ignorując Filipa poszłam dalej . Zanim się obejrzałam byłam już w domu . W salonie nikogo nie było . Może to i lepiej . Chyba nie chciałam teraz widzieć miny mamy . Wbiegłam po schodach na górę i poleciałam do swojego pokoju . Przez następne dwa tygodnie praktycznie nie ruszałam się z domu .

Dzień wyjazdu . Dopakowałam ostatnie rzeczy i zadzwoniłam do Tośki .
- Hej . Za 2 godziny wyjeżdżam na lotnisko . Wpadniesz ? .
- No wiadomo . Bez pożegnania Cię nie puszczę . Za 10 minut będę .
- Ok . Czekam .
Zakończyłam rozmowę . Do torby spakowałam mp4 , ładowarki , paszport , kilka zdjąć i telefon . Za jakieś 5 minut przyszła Tośka .
- No siemka . Już jestem .
- Yhym . Przecież widzę .
- Wiem że niełatwo Ci stąd wyjeżdżać , a mi nie jest tak łatwo przyzwyczaić się ze świadomością że nie będzie przy mnie najbliższej i tak jebniętej osoby jak Ty . - powiedziała siadając na łóżku ze łzami w oczach . - Ale mimo wszystko musimy to przeżyć . - dodała .
- To jest jakaś chora sytuacja . Tutaj mam wszystkich - Ciebie , rodzinę , znajomych i tatę . Tam nie będę miała nikogo . No bo wiesz , mama i Julka się nie liczą , one są z innej planety , nie rozumieją mnie . - powiedziałam .
Gadałyśmy tak jeszcze jakąś godzinę , gdy do pokoju weszła mama i powiedziała , że za pół godziny wyjeżdżamy . Spojrzałam na Tośkę , Tośka na mnie i najzwyczajniej na świecie popłakałyśmy się jak małe dzieci , którym starszy brat zabrał lizaka .
- Pola znoś walizki do samochodu ! . - usłyszałam głos mamy , która była na dole .
- To ja już będę spadać . - powiedziała Tośka .
- No ok . Pomożesz mi z walizkami ? .
- Spoko .
Wzięłyśmy walizki i wyszłyśmy z nimi koło samochodu .
- Dobra ja się zmywam , bo zaraz znowu się rozpłaczę . Ale jak już będziesz na miejscu to dzwoń .
- Ok . Będę dzwonić .
Pożegnałyśmy się ostatni raz i odjechałam . Dojechałyśmy do lotniska , odprawa i te sprawy . Zajęłyśmy swoje miejsca i wystartowaliśmy .

1 komentarz:

  1. no no, ciekawe pisz dalej, czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń